T   Y   G   O   D   N   I   K    
N A S Z A         P O L S K A
    ISSN 1425-1914     Indeks 332453     NR 27 (648)     2 lipca 2008  
    
        

Wieloma prywatnymi uczelniami rządzą prominentni przedstawiciele aparatu PZPR i SLD
Lobby czerwonych rektorów
W ubiegłym tygodniu na łamach gazet codziennych ukazało się płatne ogłoszenie zawierające list otwarty niemal 50 rektorów i profesorów prywatnych uczelni do premiera Donalda Tuska. Treść tego listu zawiera wiernopoddańczą deklarację: Z uznaniem przyjęliśmy założenia Reformy Systemu Nauki i Szkolnictwa Wyższego opublikowane 16 kwietnia 2008 r. przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. (...) Oczekujemy na pełną realizację planowanej reformy w zapowiadanym przez jej autorów 2-letnim okresie. Życzymy Panu Premierowi i Pana Rządowi odwagi i zdecydowania w realizacji projektu reformy.
W dalszej części tekstu czytamy: Ze swojej strony chcielibyśmy zwrócić uwagę Pana Premiera na niezwykle ważną sprawę wywołującą w naszych uczelniach duże napięcia - to jest problem dofinansowania z budżetu państwa kształcenia studentów studiów stacjonarnych w uczelniach niepublicznych. (...) Skończmy z podziałem na szkolnictwo publiczne i niepubliczne, rozróżniajmy tylko uczelnie dobrej jakości i złej jakości, niezależnie od tego, kto daną uczelnię zakładał.
Krótko mówiąc, sygnatariusze listu przedstawili premierowi swoistą ofertę transakcji wiązanej: w zamian za bezwarunkowe poparcie rządowego projektu reformy - dodajmy, projektu mocno krytykowanego przez wiele środowisk naukowych, m.in. za propozycję zniesienia habilitacji - rektorzy domagają się dotowania z budżetu państwa swoich uczelni. Trudno powiedzieć, czy rząd Tuska przystanie na tę transakcję, ale jedno jest pewne: mamy do czynienia z naciskiem silnego lobby, które potrafi walczyć o swoje interesy.
Towarzysze z Biura
Dwaj spośród podpisanych profesorów to dawni członkowie najwyższych władz partyjnych. Pierwszym jest znany socjolog Hieronim Kubiak, dziś wykładowca Krakowskiej Szkoły Wyższej im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, a przez wiele dziesięcioleci pracownik UJ. Do PZPR wstąpił już w wieku 19 lat (był akurat rok 1953) i pozostał aż do rozwiązania. Szczytowym momentem jego kariery okazał się IX Nadzwyczajny Zjazd partii w lipcu 1981 r., na którym Kubiaka nie tylko wybrano do Komitetu Centralnego, ale powołano też w skład Biura Politycznego oraz powierzono funkcję jednego z sekretarzy KC (tę ostatnią posadę stracił po roku). Niedługo po Zjeździe krakowski profesor stanął również na czele Komisji KC dla wyjaśnienia przyczyn i przebiegu konfliktów społecznych w dziejach Polski Ludowej. Niebawem jednak sam miał okazję obserwować kolejny taki konflikt - stan wojenny, którego wprowadzenie biernie zaakceptował, choć wcześniej miał opinię partyjnego liberała i zwolennika dialogu z "Solidarnością".
Jego karierę na szczytach władzy zakończył kolejny, X Zjazd PZPR w 1986 r., gdy generał Jaruzelski dokonał cięcia po skrzydłach, usuwając z Biura Politycznego zarówno Kubiaka, jak i jego betonowego antagonistę Albina Siwaka. Profesorowi powierzono wówczas funkcję przewodniczącego Ogólnopolskiego Komitetu Pokoju, zaś na początku 1989 r. stanął on na czele Stowarzyszenia "Kuźnica" skupiającego lewicową inteligencję Krakowa. W III RP Kubiak zawsze trzymał się blisko SLD, sygnując swym nazwiskiem różne inicjatywy tego środowiska, np. apel do prezydenta Kwaśniewskiego o ułaskawienie Zbigniewa Sobotki pod koniec 2005 r. czy deklarację Ruchu na rzecz Demokracji z 3 maja ubiegłego roku.
Drugim byłym luminarzem PZPR, który podpisał się pod listem do premiera Tuska, jest prof. Roman Ney, pełniący dziś funkcję rektora Śląskiej Wyższej Szkoły Zarządzania im. gen. Jerzego Ziętka w Katowicach. Ten wybitny geolog i były rektor Akademii Górniczo-Hutniczej wstąpił do partii na początku swej kariery naukowej, w 1961 r., zaś w latach 1974-1978 był wiceministrem nauki, szkolnictwa wyższego i techniki. Na fali zmian posierpniowych w 1980 r. Ney został sekretarzem KC i zastępcą członka Biura Politycznego w ekipie Stanisława Kani. IX zjazd dla niego jednak okazał się przykrym doświadczeniem, bo nie tylko pozbawił go tych funkcji, ale wręcz wyłączył ze składu KC (powrócił do niego w 1986 r.). W czynną politykę Ney zaangażował się jeszcze w 1989 r., gdy został posłem na Sejm kontraktowy. Nadal reprezentował PZPR, a po jej rozwiązaniu przyłączył się do Polskiej Unii Socjaldemokratycznej Tadeusza Fiszbacha.
Dyplomata Kwaśniewskiego
Nie mniej barwny życiorys miał obecny rektor Wyższej Szkoły Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych i Politycznych w Gdyni, prof. Wojciech Lamentowicz. Ten politolog przez długie lata związany z Uniwersytetem Warszawskim - choć także z Wyższą Szkołą Nauk Społecznych przy KC - wstąpił do partii w feralnym roku 1968 (a wystąpił po 13 latach), co jednak nie przeszkodziło mu później zdobyć zaufania środowiska KOR-owskiego, z którym blisko współpracował w latach 80. Brał udział w obradach "okrągłego stołu", następnie dostał posadę w Ośrodku Studiów Międzynarodowych Senatu RP. Od 1991 r. aktywnie działał w Solidarności Pracy, przekształconej wkrótce w Unię Pracy. Jako wiceprzewodniczący UP został w 1993 r. posłem, zaś dwa lata później był jedynym z liderów tej partii, który przed drugą turą wyborów prezydenckich otwarcie poparł Aleksandra Kwaśniewskiego. Został za to usunięty z władz UP, lecz zyskał stanowisko podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta, odpowiedzialnego za sprawy zagraniczne. W 1997 r. Kwaśniewski mianował go ambasadorem w Grecji i na Cyprze, a po powrocie do kraju w 2001 r. poświęcił się on całkowicie obowiązkom rektora prywatnej uczelni. Jedynie w wyborach do Parlamentu Europejskiego Lamentowicz spróbował jeszcze sił, startując z pomorskiej listy SLD-UP, ale mandatu nie zdobył.
Pod listem do premiera podpisał się również Jerzy Paweł Nowacki, rektor Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych. Jest on mężem Izabeli Jarugi-Nowackiej, byłej posłanki i przewodniczącej Unii Pracy, dziś reprezentującej w Sejmie klub SLD. Ale Nowacki to nie jedyna osoba na tej liście tak ściśle związana z Sojuszem. Mamy tu również Longina Pastusiaka, niegdyś partyjnego politologa specjalizującego się w historii USA, przy tym zięcia Edwarda Ochaba, później zaś wieloletniego posła i marszałka Senatu. Na ostatnim kongresie SLD Pastusiak, mimo swych 73 lat, został wybrany na zastępcę nowego lidera partii, Grzegorza Napieralskiego.
Akademia SLD
Jako profesor Pastusiak reprezentuje Akademię Finansów w Warszawie. To bardzo ciekawa uczelnia utworzona w 1991 r. pod nazwą Wyższej Szkoły Ubezpieczeń i Bankowości. Jej założycielem była Fundacja Promocji Ubezpieczeń, powołana przez państwowe firmy ubezpieczeniowe (m.in. PZU i Warta) oraz banki. Od początku rektorem jest ten sam człowiek - Mirosław Zdanowski, w czasach PRL oficer Komendy Głównej Straży Pożarnej, pod koniec lat 80. komendant Szkoły Głównej Służby Pożarniczej. Już w III RP ten wysoko postawiony strażak zajął się ubezpieczeniami i w połowie lat 90. otrzymał stanowisko wiceszefa Rady Nadzorczej PZU. Rządzili wówczas postkomuniści, spośród których wielu wykładało na kierowanej przez Zdanowskiego uczelni, m.in. Józef Oleksy (także dziś jest dziekanem Wydziału Stosunków Międzynarodowych AF), Jerzy Jaskiernia, Dariusz Rosati czy Tadeusz Iwiński.
Tych nazwisk jednak nie znajdziemy na liście sygnatariuszy apelu do premiera - prawdopodobnie dlatego, że zbyt jednoznacznie się kojarzą. Ale z grona wykładowców Akademii Finansów mamy tu - obok Zdanowskiego i Pastusiaka - przynajmniej dwie charakterystyczne postacie. Pierwsza to prof. Ryszard Michalski, absolwent elitarnego Wydziału Handlu Zagranicznego SGPiS i wieloletni pracownik tej uczelni, stypendysta Fulbrighta i jednocześnie członek zespołu przygotowującego projekt reformy gospodarczej w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu. Od 1988 r. pracował w Ministerstwie Finansów, gdzie odpowiadał za obsługę zadłużenia zagranicznego. Kiedy w 1994 r. ministrem został Grzegorz Kołodko, uczynił Michalskiego swym zastępcą i sytuacja ta powtórzyła się w 2002 r., gdy Kołodko po raz drugi objął ster finansów państwa.
Drugi wykładowca AF podpisany pod listem to prof. Andrzej Dorosz, absolwent tego samego wydziału, co Michalski, i również pracownik SGPiS. W czasach PRL zdążył jednak kilkakrotnie zmienić miejsce zatrudnienia: od Banku Handlowego, przez Wydział Planowania i Analiz KC PZPR, po funkcje doradcy premiera (w latach 1980-1981) oraz wiceministra handlu zagranicznego (1982-1986) i finansów (1986-1989). Następnie był radcą handlowym Ambasady RP w Helsinkach, a po powrocie trafił na dyrektorskie stanowisko w Pekao SA. Za rządów SLD, jesienią 1996 r. został prezesem tego - państwowego jeszcze - banku i zajmował tę posadę do początków 1998 r. Przeszedł wówczas na stanowisko prezesa Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych "Skarbiec". Pod koniec 2003 r. premier Miller powołał go na prezesa państwowego Banku Gospodarstwa Krajowego, którą to funkcję Dorosz pełnił do wiosny 2006 r.
Nie tylko lustracja
Gdy analizuje się kolejne nazwiska z listy sygnatariuszy apelu do premiera, przypominają się wydarzenia sprzed roku. Wówczas część środowisk naukowych i akademickich zaangażowała się w akcję protestu przeciwko nowej ustawie lustracyjnej. Ostatecznie ustawa została zablokowana przez Trybunał Konstytucyjny, ale gdyby weszła w życie, każdy samodzielny pracownik naukowy musiałby wypełnić oświadczenie lustracyjne. Polskiej nauce przydałaby się jednak nie tylko lustracja, ale także dekomunizacja. Dziś bowiem rektorami i wykładowcami wielu uczelni są prominentni przedstawiciele adiv class="tekst"tu PZPR i PRL-owskich władz państwowych, a także działacze SLD i ludzie z kręgu tej formacji. Ich praca w szkolnictwie wyższym często nie ma nic wspólnego z prawdziwą nauką i dydaktyką, stanowiąc jedynie rodzaj wygodnej synekury. I właśnie na utrzymanie tych synekur czerwoni rektorzy domagają się dziś państwowych pieniędzy.
Paweł Siergiejczyk

       


[ Powrót do strony głównej | Prenumerata | Spis artykułów

Copyright © 1997-2008 Wydawnictwo Szaniec